fot. Katarzyna Loewnau
Piłkarskie Święta Bożego Narodzenia – wszędzie inne, wszędzie piękne
Grający na Pomorzu piłkarze z Afryki, Chorwacji, Kolumbii, Meksyku i Słowacji opowiedzieli nam o obchodach Świąt Bożego Narodzenia w swoich krajach.
Nie trzeba tłumaczyć czym jest bożonarodzeniowy, świąteczny czas dla Polaków. To rodzinne spotkania, czas refleksji, wyciszenia i miłości pod choinką, pod którą najmłodsi znajdą prezenty od św. Mikołaja. Oczywiście, o ile zasłużyli dobrym zachowaniem przez poprzedni rok! A jak spędzają święta sportowcy, którzy przybyli do nas na Pomorze, żeby grać w piłkę nożną? Na przykładzie obcokrajowców uprawiających najpopularniejszą dyscyplinę sportu na świecie sprawdziliśmy jakie są świąteczne zwyczaje i czy przypominają polskie.
Kolumbia w sercu Kaszub
Naszą wędrówkę zaczynamy w dalekiej Kolumbii, która leży na północy kontynentu południowoamerykańskiego. Z tego kraju, konkretnie z leżącego na północy kraju miasta Santiago de Cali pochodzi Oscar Andres Mera Vidal, którego piłkarski los zaprowadził do Cartusii Kartuzy, która dobrze punktuje w tym sezonie w III lidze.
- W tym roku święta spędzam w Polsce, tam gdzie mieszkam na co dzień, w Gdyni. Bardzo podoba mi się polska atmosfera – szczególnie choinka, która zawsze robi na mnie wrażenie. Nowym doświadczeniem jest dla mnie wigilia bez mięsa, dzielenie się opłatkiem i składanie życzeń. Staram się jednak przenieść część kolumbijskich smaków na polski grunt. Na święta przygotowuję buñuelos, słodką natillę, a także kolumbijską kawę i muzykę z mojego kraju. Dzięki temu, mimo że jestem daleko od rodziny, mogę poczuć świąteczny klimat domu – przyznaje Vidal.
Wysoki, mierzący aż 193 cm wzrostu Kolumbijczyk w tym sezonie wystąpił 14 razy na pozycji stopera w barwach Cartusii. 26-latek grał wcześniej w klubach brazylijskich i kolumbijskich, a do Kartuz trafił z Ursusa Warszawa.

fot. Katarzyna Loewnau
- W Kolumbii święta obchodzi się inaczej niż w Polsce. Najważniejszym momentem jest 24 grudnia – Nochebuena, czyli Wigilia. Tego dnia spotykamy się wieczorem w gronie rodziny, składamy sobie życzenia i wspólnie jemy kolację. W przeciwieństwie do polskiej tradycji na wigilijnym stole pojawia się mięso – często jest to kurczak, wieprzowina albo wołowina. Popularne są też tradycyjne kolumbijskie potrawy, takie jak buñuelos (smażone serowe kuleczki) oraz natilla – słodki deser na bazie mleka i cynamonu. U nas nie dzielimy się opłatkiem, ale bardzo dużo rozmawiamy i spędzamy czas razem. Prezenty w Kolumbii wręcza się najczęściej w nocy z 24 na 25 grudnia, zaraz po kolacji. Później część rodzin idzie na pasterkę, a część zostaje w domu. 25 grudnia to już spokojniejszy dzień – czas odpoczynku i kolejnych spotkań z bliskimi. Niezależnie od tego, czy święta spędza się w Kolumbii, czy w Polsce, najważniejsze są rodzina, spokój i wspólny czas. Cieszę się, że mogę przeżywać ten wyjątkowy okres tutaj, na Pomorzu, łącząc dwie kultury – kończy interesujący wywód Oscar Vidal, a my nabieramy apetytu na dalsze świąteczne wojaże.
Słowacki opłatek z miodem i czosnkiem
Złożyliśmy wizytę środkowemu obrońcy, który przyjechał do nas z daleka więc czas na bramkarza z kraju nam bliższego geograficznie. Wybór może być tylko jeden i pada na Słowaka Dušana Kuciaka, zdaniem wielu najlepszego bramkarza w 80-letniej historii Lechii Gdańsk. W rundzie jesiennej 40-letni golkiper zaszokował wielu i wystąpił w kilku spotkaniach lidera klasy okręgowej Stoczniowca Gdańsk. Kuciak osiadł na stałe z rodziną w stolicy województwa pomorskiego, ale na święta zawsze wraca do rodzinnej Żyliny i nie ma szans, żeby było inaczej.
- Tak jak w Polsce w każdym domu na Słowacji są choinki, każdy wybiera swój czas kiedy ubiera swoją. W wigilię od rana pościmy, na obiad jemy rybną zupę (za którą nie przepadam), moja żona przygotowuje na obiad „pupaky” z makiem (lubię je bardzo), potem jako dziecko chodziłem do kościoła po światło boże. Kolejnym świątecznym zwyczajem na Słowacji jest „štedrovečerna” kolacja. Rozpoczynamy ją modlitwą, dzielimy się opłatkiem z miodem i czosnkiem. Potem koniecznie „kapustnica” (zupa kapuściana) ze śliwkami, fasola i czosnek. Dalej ryba z sałatą ziemniaczaną. I na koniec jest „kubo” to jest kasza jęczmienna z grzybami – top! – Słowacja jest bliska nam geograficznie i mentalnie, ale jednak przyznacie Państwo, że świąteczne zwyczaje nieco się różnią. Trochę zgłodnieliśmy więc ruszamy dalej, na południe!
Chorwackie gołąbki
Dusan Kuciak był jednym z gdańskich przewodników Mateja Rodina, gdy ten we wrześniu przybył do Gdańska, by występować w Lechii, panowie znali się przecież ze wspólnej gry w Rakowie Częstochowa. Pytamy chorwackiego obrońcy o świąteczne zwyczaje w jego kraju i jednocześnie zazdrościmy, gdy „Roda” mówi o tym, że w jego rodzinnym Splicie podczas świąt panuje temperatura w okolicy 15-17 stopni Celsjusza. Z drugiej strony jak w filmowym klasyku - jak jest zima to musi być zimno!
- Tak jak w Polsce dzień przed Bożym Narodzeniem obchodzimy jego Wigilię, u nas ten dzień nazywa się„ Badnjak”. Gdy spotkasz kogoś 24 grudnia pozdrawiasz go tymi słowy - "na dobro ti došao Badnji dan" co znaczy "niech twój Badnjak będzie błogosławiony". Tego dnia jemy ryby i owoce morza, na których brak w Chorwacji nie narzekamy. Rodziny spotykają się i są razem, wszędzie tego dnia święcą się świąteczne światła, niektórzy tego dnia ubierają choinki, choć nie jest to powszechne. Stara tradycja, która każe spalić choinkę przed domem albo w środku jest ciągle żywa. 25 grudnia, dzień Bożego Narodzenia nazywamy “Božić”, wtedy dajemy sobie prezenty, jemy takie potrawy jak „Sarma” (mięso mielone w liściu kapusty – czyli nasze gołąbki! - przyp. red.), Janjeće pečenje (jagnięcina i baranina). To wspaniały rodzinny czas, który uwielbiam. W Chorwacji również pamiętamy o tych, dla których los był mniej łaskawy i spędzają święta sami lub nie stać ich na prezenty. Sprawienie im świątecznej niespodzianki to najlepsze co można zrobić w ten niezwykły czas – przyznaje Matej Rodin.
W Meksyku dzieci dostają prezenty dwa razy
Zwyczaje europejskie znamy już w komplecie, czas więc na podróż na drugi koniec świata, jako że Ameryka Południowa za sprawą Oscara Vidala nie ma już dla nas tajemnic, czas na Amerykę środkową i największy jej kraj którym jest Meksyk. Solar Władysławowo zajmuje ostatnie miejsce w jednej z grup A-klasowych, ale Meksykanin Anibal Cruz Diaz który nosi numer „10” na plecach tak fantastycznie opowiada o Navidad (czyli Świętach Bożego Narodzenia), że można by na tej podstawie nakręcić kulinarny serial w odcinkach, od samego słuchania cieknie ślinka, ale na początek krótki rys historyczny.
- Zacznijmy od tego, że tradycja bożonarodzeniowa w moim kraju ma korzenie historyczne sięgające epoki kolonialnej, gdy Meksyk nazywał się Nowa Hiszpanią. Przed przybyciem Europejczyków Aztekowie obchodzili święto przesilenia zimowego ku czci swojego boga wojny, Huitzilopochtli. Hiszpańscy misjonarze, zwłaszcza augustianie, zaadaptowali te obchody, aby ułatwić nawrócenie na chrześcijaństwo. Zastąpili święto azteckie upamiętnieniem podróży Józefa i Maryi do Betlejem w poszukiwaniu miejsca, w którym narodzi się Jezus – tłumaczy meksykański piłkarz.


Skupiamy się na tym co jest w Meksyku, a nie ma w Kolumbii, o której mówił Vidal. Chociaż te dwa kraje należą do tego samego, hiszpańskojęzycznego kręgu kulturowego to jednak różnice są widoczne.
- Okres Bożego Narodzenia w Meksyku rozpoczyna się na długo przed 24 i 25 grudnia i nazywa się Las Pasadas, które obchodzone są przez dziewięć dni, od 16 do 24 grudnia, symbolizując dziewięć miesięcy ciąży Matki Boskiej i pielgrzymkę Maryi i Józefa w poszukiwaniu noclegu. Ludzie chodzą od domu do domu, prosząc o nocleg („pasada”), aż w końcu docierają do domu gospodarza, gdzie odbywa się przyjęcie.
- Bożonarodzeniowa piñata to kluczowa tradycja podczas Las Posadas. Siedmioramienna piñata (reprezentująca siedem grzechów głównych) wypełniona sezonowymi owocami i słodyczami zwanymi aguinaldos jest rozbijana. Rozbicie jej symbolizuje zwycięstwo wiary nad grzechem.
Aż wreszcie przechodzimy do tego co tygrysy lubią najbardziej czyli do jedzenia. Meksyk to bardzo rozległy kraj, z północy na południe jest aż 3200 km (!) dlatego dania różnią się w zależności od regionu, ale do najbardziej tradycyjnych należą:
• Indyk świąteczny - danie główne, często przygotowywane ze specjalnymi sosami lub marynowaną polędwicą wieprzową lub udźcem.
• Tamales - ciasto kukurydziane nadziewane różnymi gulaszami (mole, zieloną lub czerwoną salsą, rajas itp.) i zawinięte w łupinę kukurydzy lub liść bananowca.
• Romeritos - gulasz z zioła o nazwie romerito, z sosem mole i suszonymi krewetkami w cieście.
• Ponche navideno - świąteczny poncz, gorący i słodki napój z sezonowych owoców, takich jak tejocotes, trzcina cukrowa, guawa, suszone śliwki i przyprawy.
- Ale to koniec! – mówi Anibal, a my łapiemy się za głowę. - 25 grudnia obchodzimy El Recalentado co dosłownie oznacza „resztki”. Dzień po wigilii bardzo często spotykamy się ponownie, aby wspólnie spożyć resztki z wigilijnej kolacji. I wreszcie Święto Trzech Króli, 6 stycznia. Tego dnia rano Trzej Królowie przynoszą prezenty dzieciom, po tym jak dzieci napiszą swoje listy. Wiele dzieci otrzymuje prezenty zarówno 24/25 grudnia, jak i 6 stycznia – kończy Anibal Cruz Diaz z Solara Władysławowo, a my czujemy, że jesteśmy już stuprocentowo gotowi na święta.
Afrykański luz
Na koniec naszej podróży Afryka. Tak wiemy, że nie ma takiego kraju, ale też rodowód zawodnika Zatoki Gdańsk nowego klubu B klasy nie jest jednoznaczny. Nigel „Papa” Nyoni urodził się w Zimbabwe, wychował w Botswanie, ma również rodzinne związku z RPA. „Papa” zasłynął tym, że na jeden mecz Zatoki („czerwonej latarni” najniższego szczebla rozgrywek) przyjechał spóźniony na rowerze elektrycznym, mimo to wszedł w drugiej połowie i strzelił dwa gole. Niestety dla sympatycznego piłkarza (i studenta V roku Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego) mecz został później zweryfikowany jako walkower na niekorzyść jego drużyny.
- W krajach południowej Afryki skąd pochodzę cały grudzień to jedno wielkie święto. W naszej części świata to środek lata i studenci mają wolne. To czas odwiedzin rodzinnych miejscowości i spędzania czasu razem, spotykają się kuzyni, ciotki, wujowie, dziadkowie itd. Jest dużo jedzenia, muzyki i tańców. To najlepszy czas w roku. Oprócz tych głęboko wierzących nie ma konkretnych tradycji bożonarodzeniowych obchodzonych 24 czy 25 grudnia, choinki czy prezentów w szykownych opakowaniach. Cały miesiąc to jedna długa impreza niekoniecznie związana z religią – mówi nam Nigel „Papa” Nyoni.